piątek, 3 lipca 2020

Wartościowe cytaty (5)

Bella V. Dodd, Szkoła ciemności, Wydawnictwo AA, Kraków 2020, s. 140-141.

«Gdy tak stałam przy łóżku ojca, patrząc nań i trzymając go za rękę, tata otworzył oczy – nadal niezwykle jasne i niebieskie. Nie mógł mówić, ale patrzył na mnie uważnie, a po chwili z jego oka spłynęła pojedyncza łza. Ten widok zapadł we mnie głęboko i niepokoił mnie później przez wiele lat, ponieważ w jakiś sposób wydawał się oznaczać smutek z mojego powodu. Z wyrzutami sumienia pomyślałam, że przez te wszystkie pełne zamętu lata zawiodłam go jako córka i opuściłam, pozbawiając swojego towarzystwa».

środa, 17 czerwca 2020

Wartościowe cytaty (4)

Romano Guardini, Bóg. Nasz Pan Jezus Chrystus. Osoba i życie, Fronda, Warszawa 1999, s. 394.

«Kiedy ktoś pyta: Co właściwie jest pewne? Tak pewne, że można dla tego żyć i za to umrzeć? - odpowiedź brzmi: miłość Chrystusa. Życie uczy nas, że tym czymś absolutnie pewnym nie są ludzie - choćby najlepsi i najmilsi; także nie nauka czy filozofia, czy sztuka, czy cokolwiek będącego wytworem człowieka. Również nie natura, tak pełna głębokiej ułudy; albo czas czy los... Nawet nie po prostu Bóg; grzech zbudził bowiem gniew Boga - i jak moglibyśmy bez Chrystusa wiedzieć, czego mamy od Niego oczekiwać? Pewna jest tylko miłość Chrystusa. Nie możemy nawet powiedzieć: miłość Boga, to bowiem, że Bóg nas kocha, wiemy ostatecznie tylko przez Chrystusa. A gdybyśmy to nawet wiedzieli bez Chrystusa - miłość może być też nieubłagana, a im jest szlachetniejsza, tym bardziej surowa. Dopiero przez Chrystusa wiemy, że miłość Boża jest miłością przebaczającą. Otóż pewne jest tylko to, co się objawiło na krzyżu: intencja w tym zawarta, moc, która wypełnia owo serce. Jest prawdą to, co często tak nieudolnie bywa głoszone: że serce Jezusa Chrystusa jest początkiem i końcem wszystkiego. I jeśli cokolwiek jeszcze jest pewne - tam, gdzie chodzi o życie wieczne i wieczną śmierć - jest pewne dzięki Niemu».

wtorek, 16 czerwca 2020

Wartościowe cytaty (3)

François Mauriac, Aby zbawił, co było zginęło, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1958, s. 165.

«Być powołanym… Powołanie… Nie jest bez znaczenia, że młodzieniec zostaje naznaczony imieniem jak piętnem – naznaczony, wyłączony… Alain bez zastrzeżeń pogrążył się w ów strumień rozkoszy, którego nurt tajemnie płynął poprzez lata czystej młodości, i nagle dotarł do jego źródła: niezbyt wyniosłe wzgórze, drzewo Krzyża wyrastające niewiele ponad ziemię, na wpół ukryte w nędznym i wiecznotrwałym kłębowisku obelg, szyderstwa i miłości; a wokoło przejmująca grozą obojętność świata (ten sam gest powtarzany od wieków, to samo pchnięcie włócznią, zadawane obojętną ręką). Nic na to poradzić nie może; nie widzi nic poza drzewem Krzyża; przywodzi do niego każda odpowiedź zawarta w małym katechizmie dla dzieci, który od dwóch tygodni każe mu powtarzać stary proboszcz z Sauternes».

niedziela, 14 czerwca 2020

Wartościowe cytaty (2)

François Mauriac, Aby zbawił, co było zginęło, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1958, s. 145.

«On miał nadal dziesięć lat, nie zrobił przecież nic złego. Spojrzenie matki przenikało narastającą warstwę nieznanych postępków i dziś nadal widziała go takim, jakim był dawniej. Nawet w najgorszym człowieku pozostaje coś czystego, dopóki żyje jego matka».

sobota, 13 czerwca 2020

Wartościowe cytaty (1)

François Mauriac, Cierpienia i szczęście chrześcijanina, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1958, s. 45.

«Szukam w jego życiu tej chwili, w której oficer kolonialny, trochę otyły, rozpustny, cieszący się złą sławą z powodu swej rozwiązłości, zaczyna przeobrażać się w istotę przyodzianą w białe szaty, odcieleśnioną, w istotę trawioną miłością Bożą w czasie konsekrowania hostii na pustyni» (o Karolu de Foucauld).

piątek, 12 czerwca 2020

Czytanie książek - mistyczna podróż

Czytanie książki. Czynność powtarzana od wieków, przekazywana z pokolenia na pokolenie, niczym sztafeta. 

Oczywiście, nie jest to jedynie czynność. To coś więcej. O wiele więcej. 

Otwieranie książki to szczególne wejście w relację z jej autorem. To pewna mistyczna podróż, spotkanie z człowiekiem, który - często będący już po drugiej stronie - zechciał zostawić nam swoje słowo, myśl, obraz. Istotnie, żyjący pisarze to jedynie mały ułamek całego dziedzictwa literatury. Większość, to ci, których już nie ma. A jednak są, wychodzą ku nam na spotkanie poprzez swoje dzieła. Czytanie to relacja, która sięga poza śmierć.

Są książki nowe, które kupujemy czy też, którymi zostajemy obdarowani. Powiększają zasób naszych domowych biblioteczek. Stają się częścią naszego życia. Oczywiście, to my decydujemy które z nich wśród nas pozostaną. Książki są w pewnym sensie lustrem ich posiadacza. 

Ale są też szczególne książki. Te, które wypożyczamy z biblioteki. Biorąc je do ręki, nie tylko wchodzimy w relację z autorem, ale dodatkowo jesteśmy ich kolejnymi czytelnikami. "Kim była osoba, która ją czytała przede mną?"; "Co ją skłoniło do tej lektury?"; "Czy to mężczyzna czy kobieta?"; "Żyje jeszcze?". Takie i pewnie wiele innych pytań mogą się w nas pojawiać podczas czytania wypożyczonej książki. To też swoista relacja. Czasem można znaleźć czyjąś zakładkę zostawioną w książce... Ktoś tu był, tutaj się zatrzymał...

Podczas czytania książek są takie momenty, w których zostajemy w jakiś szczególny sposób pochwyceni czytanym słowem. Autor, którego być może już nie ma pośród żyjących, kontynuuje swoje dzieło wprawiając czytelnika w zachwyt, w radość, czy też we wzruszenie, w smutek. Są takie fragmenty.

Jakiś czas temu postanowiłem sobie przepisywać takie właśnie szczególne momenty, na które natrafiłem w czytanych przeze mnie książkach. Wydają się dla mnie zbyt cenne, aby tam pozostać. Zanim książka wróci na półkę, niech nakarmi tym, co piękne i dobre również innych. Być może już nikt po nią więcej nie sięgnie, a tak - ma szansę pozostać zauważoną i ponownie wziętą  do rąk. Bonum est diffusivum sui (św. Tomasz z Akwinu).

Chciałbym w kolejnych wpisach dzielić się właśnie tym, co w jakiś sposób zapadło mi w serce, porwało, kazało się zatrzymać.

piątek, 13 marca 2020

lokalnie czyli globalnie

image courtesy: mexico institute
Pamiętam, gdy na wykładach z Socjologii, a był to początek lat 2000, nasz profesor, ks. Ireneusz Stolarczyk, przedstawiając rozpędzający się proces globalizacji, użył porównania do noża: globalizacja jest jak nóż - możesz nim pokroić chleb ale i możesz nim kogoś zranić.
Wydaje się, że to, w czym uczestniczymy dziś jako "globalna wioska" jest właśnie tym niewłaściwym "użyciem noża". Oczywiście, pozostaje (i pewnie pozostanie) tajemnicą, czy był to przypadek, który akurat dostał się na "transmisyjny pas" zglobalizowanego świata czy też zamierzone działanie nakierowanie na przyszłe interesy (stara zasada mówi: patrz kto się wzbogaci). Faktem jest, że ów wirus korzysta z "wehikułu" jakiego współczesne społeczeństwo w sposób naturalny mu dostarcza, ponieważ szybkie przemieszczanie się jest niewątpliwie jednym z najdoskonalszych osiągnięć cywilizowanego świata.

Drugą cechą globalizacji jest pozorna lokalność. Podział na kraje, których terytorium okreslają granice administracyjne a władzę sprawują poszczególne rządy - choć teoretycznie pozostaje jako obowiązkowy - to jednak stopniowo traci na znaczeniu. Powodem tym są właśnie procesy globalizacyjne, które jak gdyby paralelnie - obok zwykłego biegu spraw - wytyczają swoje własne szlaki. I właśnie w tym kluczu to, co dzieje się gdzieś lokalnie - nawet bardzo daleko - w krótkim czasie może osiągnąć rezonans globalny, niezależnie od działań oficjalnych instytucji. 

Trzeba szukać sposobów, aby "nóż służył ukrojeniu kromki chleba". A skoro to co lokalne natychmiast może stać się globalne - niech więc lokalnie właśnie dzieje się dobro, służba, uczciwość, odpowiedzialność. Takim przykładem, który już osiąga zasięg globalny w obecnej "wirusowej" sytuacji jest chociażby akcja, by bez konieczności nie ruszać się z własnego domu; albo chlubna inicjatywa młodzieży, aby pomagać starszym w zakupach, nie narażając ich samych na ryzyko infekcji. Sposobów jest wiele. Wystarczy się rozejrzeć - lokalnie właśnie, aby posłać w ten świat falę dobra i miłości. A ta... niech się globalizuje. 

środa, 31 stycznia 2018

Chaotycznie trochę: Kult "Arahja", Hey, Przystanek Woodstock, mur i jedność...

Tekst spisany, a więc jakoś zachowany, ma to do siebie, że z upływem czasu może nabrać nowego znaczenia, którego sam autor nawet nie musiał zakładać. Można wtedy mówić o pewnej ponadczasowości utworu. Dziś właśnie stałem się uczestnikiem takiego doświadczenia, gdy napotkałem w sieci kultową piosenkę zespołu Kult pt. "Arahja", wykonywaną jednak nie przez Kazika lecz przez Katarzynę Nosowską i zespół Hey, podczas ubiegłorocznego Przystanku Woodstock. Sam kawałek oczywiście znam, często można usłyszeć go w niektórych rozgłośniach radiowych, no i nieprzerwanie jest uznawanym utworem na "Polskim Topie Wszech Czasów".


Utwór wchodzi w zawartość albumu "Spokojnie", wydanego w 1988 roku i dotyczy rzeczywistości miasta Berlin, wówczas przedzielonego murem na dwie całkiem różne strony.



Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka 
Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej ... 
Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę 
Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę 
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony 
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony 
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony 
Lewa! strona nigdy się nie budzi
Prawa! strona nigdy nie zasypia
Lewa! strona nigdy się nie budzi
Prawa! strona nigdy nie zasypia 
Lewa! strona nigdy się nie budzi
Prawa! strona nigdy nie zasypia
Lewa! strona nigdy się nie budzi
Prawa! strona nigdy nie zasypia 

Wykonanie utworu przez K. Nosowską było wydarzeniem niezwykłym. Dostrzegalny był ogromny ładunek emocjonalny zarówno w sposobie śpiewu jak i w warstwie tekstowej, która dziś, ponad 30 lat od jej powstania, brzmi niezwykle aktualnie. Mowa o podziale, o niewidzialnym murze, który separuje społeczeństwo i sprawia, że rzeczywiście nawet w jednym mieszkaniu, w jednym domu, ludzie są sobie wrodzy (zbyt płytkie byłoby proste sprowadzenie sprawy do obozu PiS i PO, czy też do rządzących oraz do opozycji).

Nie wiem, czy taki był zamysł tekstu powstałego ponad ćwierć wieku temu, nie wiem też, co sprawiło, że K. Nosowska śpiewała tak emocjonalnie ten utwór. Korzystam jednak właśnie z owej ponadczasowości słów i próbuję dostrzeć ich aktualność. Z punktu widzenia wiary, tym, który stwarza podziały jest Diabeł (gr. diabolos: ten, który dzieli, oskarżyciel, oszczerca). Wszelki więc podział między ludźmi, nienawiść, "mur wrogości" jest zawsze w jakimś sensie dziełem Diabła i gdy stan taki trwa, święci on swój triumf. Zawsze tam, gdzie nasze rodziny są skłócone, przyjaźnie zrywane z powodu odmiennych poglądów, rozszerza się panowanie diabolosa. 

Mamy prawo mieć odmienne poglądy, dlatego tym bardziej mamy obowiązek formułować je spokojnie i merytorycznie. Powinniśmy jednak w tym sporze mieć zawsze przed oczami nie partykularne interesy, przyzwyczajenia, lecz wartość absolutną, którą jest prawda. Ona ma być punktem odniesienia w naszych potyczkach, jej umiłowanie i poszukiwanie. Tak, wymaga to od nas pokory podporządkowania się, zrezygnowania z kłamstwa i własnych rachunków, ale jest to jedyna możliwa droga do zburzenia tego przeklętego muru.

Dlatego też duch diabolosa musi zostać pokonany przez dialogos czyli poprzez słowo, spokojne artykułowanie własnych argumentów, będąc wpatrzonym zawsze w prawdę. Dialog zakłada pokorę jego  uczestników, gotowość wsłuchania się w "opowieść tego drugiego" bez uprzedzeń i prostych rozwiązań. Dialog jest zawsze "ulicą dwukierunkową" czyli rzeczywistością, w której biorę pod uwagę, że nie jestem tutaj tylko ja, lecz i bliźni (który, z chrześcijańskiego punktu widzenia jest "wyżej stojący ode mnie"). Dialog to też prawo do pozostania przy swoim i że to pozostanie przy swoim nie zmąci tego, co zbudowaliśmy. W dialogu najważniejsza jest osoba, a potem dopiero to, co głosi. Nie spotykam się z bliźnim z powodu jego doktryny, lecz ze względu na niego samego.

środa, 20 grudnia 2017

Powrót na wigilię

A na końcu, gdy już upadną "grzeczności"
i zerwie się z łańcucha brutalna i chłodna rzeczywistość, 
olśni Cię tęsknota.
I z pamięci niewinnych czasów wyłonią się wspomnienia:
wieczornej pory
i blasku drzewa,
win zapomnienia
i uścisku dłoni,
smaku pierogów,
i „Cichej nocy”,
kościoła w oczekiwaniu na północ
i Twojego przeczucia,
żeś w domu
i że patrzysz
jak rodzi się
Miłość..

S.P.
20.12.2017

czwartek, 2 marca 2017

Kilka myśli na I Niedzielę Wielkiego Postu


W minioną środę, zwaną „popielcową”, rozpoczęliśmy liturgiczny okres Wielkiego Postu. Czas ten

«[…] służy przygotowaniu do obchodu Paschy. Liturgia wielkopostna przygotowuje katechumenów do obchodu paschalnego misterium przez różne stopnie wtajemniczenia chrześcijańskiego, a wiernych przez wspomnienie przyjętego chrztu i pełnienie pokuty» (Ogólne normy roku liturgicznego i kalendarza, 27).

Dany nam jest więc czas szczególny, kolejny już raz w naszym życiu, abyśmy odnowili w sobie nasze chrześcijańskie powołanie, weszli w postawę nawrócenia i owocnie dotarli do celebracji, w której będziemy wspominać i uobecniać zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią.

Jeśli poważnie podchodzimy do życia wiarą, życia we wspólnocie Kościoła, to odkryjemy, że ono realizuje się na sposób liturgiczny: tym, co wyznacza czas naszej egzystencji jest nie tylko czysta chronologia zdarzeń, doświadczenie upływania dni i lat, starzenia się i umierania, ale również, a może przede wszystkim to, że nasze stawanie się starszymi i zmierzanie ku śmierci dokonuje się wewnątrz dynamiki roku liturgicznego. Na nieustanną nowość czasu nakłada się powtarzalność celebracji Kościoła, która ze swej strony również ma w sobie niezwykłą nowość. Rok liturgiczny staje się swego rodzaju wehikułem, który prowadzi nas ku wieczności poprzez konkretne miejsce i czas. W takim rozumieniu chcemy rozpoczynać ten Wielki Post.

W pierwszym czytaniu słyszymy o Bożym planie wobec człowieka, o pragnieniu, by był on szczęśliwy oraz o tym, że zamysł ten człowiek sprzeniewierzył. Przestrzeń wolności, jaką Bóg dał swemu stworzeniu była dla niego całkowicie wystarczająca, by wieść życie szczęśliwe, w pokoju ducha, w miłości do bliźniego, stworzenia i, oczywiście, do Stwórcy. Lecz, jak mówi nam tekst, w tę komunię wkracza zamęt. Wąż podchwytliwie stawia pytanie niewieście i ono zaczyna pracować w jej sercu: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» (Rdz 3,1). Wiemy, że Pan Bóg nie zakazał jeść ze wszystkich drzew ogrodu, lecz tylko z drzewa poznania dobra i zła. Można więc powiedzieć, że Bóg sobie i tylko sobie rezerwuje określanie granic tego, co jest moralnie dobre a co moralnie złe. W tym sensie nie do człowieka należy ta misja. 

Człowiek jest szczęśliwy wówczas, gdy o krok przed nim idzie Bóg i Jego prawo. Ale właśnie tak postawionym pytaniem kusiciel sugeruje, że skoro choć jednej rzeczy wam nie wolno, to w istocie nie jesteście ludźmi wolnymi. Malutka wątpliwość zasiana przez kusiciela kiełkuje i stopniowo prowadzi do grzechu, do szukania życia poza Bożym planem. W tę tragiczną drogę zostaje również wciągnięty mężczyzna: oboje mówią swoje Amen na fałszywą katechezę szatana.

Widzimy w postawie Ewy coś, co dobrze znamy z historii osobistej. Wąż jawi się przed niewiastą jako jej adwokat, jak ktoś, kto chce rozszerzyć jej horyzonty, pomóc wykorzystać całość potencjału jaki posiada, lecz w konsekwencji prowadzi na manowce. Ileż to razy, mając już przecież doświadczenie ewidentnego zła grzechu, naiwnie do niego wracaliśmy. Nosimy w sobie tę ranę zadaną nam przez grzech pierworodny, która sprawia, że tak łatwo odwracamy się od Boga, od jego planu na nasze życie. I gdzieś na głębinach serca dociera echo wątpliwości, którą zasiał w sercu Ewy kusiciel:

«Bóg cię ogranicza, nie daje Ci pełnego szczęścia, żyjesz w klatce jego nakazów, a prawdziwe życie zaczyna się dopiero poza nim. Zerwij smycz dogmatów, by poznać czym naprawdę jest życie».

Choć zmieniają się okoliczności, schemat rebelii przeciw Bogu jest taki sam: szczęście jest poza Bogiem, poza Jego prawem. Ilu to ludzi uwierzyło w te obietnice i zbuntowało się przeciw zamysłowi Stwórcy? Rozbite małżeństwa i rodziny, porzucone sutanny, poranieni i oszukani ludzie. 

Oczywiście, że jest to zawsze osobisty dramat. Czasem chciałoby się zawołać do kogoś: «Zatrzymaj się! Wróć». Bóg sobie nie kpi z człowieka i powołując go, daje odpowiedni oręż, aby tę walkę stoczyć. Naszym problemem jest to, że pozwalamy się wodzić za nos szatanowi, który działa stopniowo, poszerzając powoli swoje pole wpływu na nas. Wsącza truciznę obojętności, relatywizmu, a przede wszystkim chce nas odseparować od Boga, byśmy nie słyszeli już jego głosu, chce rozerwać tę intymną więź między Stwórcą a stworzeniem; chce by do serca człowieka już nie docierał głos Ojca: «kocham Cię». We wspólnocie Kościoła otrzymujemy odpowiedni oręż tej duchowej walki:

«W końcu bądźcie mocni w Panu - siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu!» (Ef 6,10-18).

Po naszej więc stronie jest decyzja. Tam, gdzie dajemy posłuch podszeptom szatana inkarnując je, po czasie pozostają tylko spalona ziemia, cierpienie i łzy, choć z początku wszystko było przedstawiane jako dobro: «niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia » (Rdz 3,6). Dlatego chrześcijanin, wyposażony w łaskę Bożą, ma tę moc Ducha Świętego, aby rozeznawać proponowane mu wybory. Będzie w stanie przylgnąć całym sercem do tego, co pochodzi z Bożego zamysłu i tak samo zdecydowanie odrzucić to, co choć ukrywa się pod płaszczem dobra, jest szatańskim zakusem.

Przykład takiej duchowej walki jest nam dany w dzisiejszej Ewangelii. Jezus przygotowuje się do swojej publicznej działalności podejmując post i modlitwę. I w sytuacji osłabienia przystępuje do niego szatan. Widzimy tutaj ten sam mechanizm jak w przypadku Ewy: Szatan jawi się jako przyjaciel, jako ktoś, kto doskonale rozumie położenie Jezusa, ktoś, kto chce mu pomóc. Szatańskie jest również posługiwanie się Bożym słowem, aby skłonić Jezusa do uległości. Ale nawet taki zręczny kamuflaż nie zmyli Chrystusa. Widzimy, że jego reakcją jest nie dialog, jak w przypadku Ewy, lecz zdecydowane ucięcie pokusy, egzorcyzmowanie za pomocą Bożego słowa. Cios za cios, bez utraty koncentracji na poboczne tematy. Pokusy jakim jest poddany Chrystus, wydają się być czymś dobrym, bo w istocie nie ma niczego złego w chlebie, w czci aniołów oddawanej Bożemu Synowi czy też w dobrach tego świata. Problem jest w tym, że by posiąść te rzeczywistości, Chrystus musiałby zanegować Boży plan wobec niego, jako Syna Bożego. Było to ukazywanie jakiegoś substytutu szczęścia, krótkotrwałej ulgi, zaspokojenia, chwały. Jezus demaskuje jednak zamysł Szatana i całym sercem przylega do Bożego planu, który – czego jesteśmy świadkami – dał zbawienie światu.

Czasem i my jesteśmy kuszeni, aby skrócić sobie drogę, aby uciec od rzeczywistości, która wydaje się być bezsensowna, przegrana, nielogiczna. W takich sytuacjach przylgnijmy do Boga, jak Chrystus, i prośmy o siłę, by, pomimo wszystko, iść naprzód. Czas Wielkiego Postu, kiedy to Kościół proponuje nam wyjść na pustynię poprzez post, modlitwę i jałmużnę, niech będzie okresem naszej duchowej walki. Jest pewne, że jeśli na serio weźmiemy to zmaganie, to ujawni się kusiciel i pokaże nam nasze słabe punkty, zaczną wypełzać demony naszych grzechów, a wtedy mocą Bożą mogą one zostać przepędzone.

Na koniec chciałbym przytoczyć tekst piosenki „Lucy Phere” kultowego polskiego zespołu T.Love. Myślę, ze doskonale oddaje on to, w jaki sposób człowiek zostaje uwiedziony przez Szatana, który, jak zawsze, przychodzi niby jako obrońca, ułatwiacz życia, lecz na końcu i tak objawia się jego prawdziwy zamysł, Bądźmy czujni!


„Lucy Phere”

Więc Lucyfer rzekł do mnie
Pogadajmy spokojnie
Hej chłopaku, jak chcesz dźwignąć swój los?
Nawet głupi ci mówi
Nie podskoczysz królowi
Lepiej ze mną nabijaj swój trzos

Chodźmy razem więc w drogę
Będziesz mówił o Bogu
Ja ci zrobię fantastyczny PR
Kiedy trzeba się schowam
Kiedy trzeba zachowam
Jestem Lucy, a ty będziesz big star

Popatrz jak tu jest pięknie
Już czekają dziewczęta
Mówią słodko, wielbimy dziś cię
Moja trawa zielona
Kokainy ramiona
Mogą pomóc jeśli będzie ci źle.

Me królestwo jest wielkie
To co ludzkie jest piękne
Możesz mówić, że Bóg to twój dar
Mocno ściśnij me dłonie
I pamiętaj o żonie
Ja ci zrobię fantastyczny PR

Mój alkohol ma power
Na twe smutki i żale
Teraz dobrze to czujesz i wiesz
Nawet Jezus pił wino
Więc się napij z dziewczyną
A po kłótni najlepszy jest seks

Patrz kobiety cię pragną
Coraz mocniej cię łakną
Jesteś królem dziś większym niż Bóg
Ja to wszystko sprawiłem
Ja ci dałem tę siłę
Teraz chłopcze, czas spłacić swój dług

Teraz należysz do mnie
Ja cię srodze upodlę
Możesz mówić, ze Bóg to twój wódz
Będziesz taplał się w błocie
Kiedy trzeba pomogę
Ale potem upodlę cię znów

Lucy, ja już nie mogę
Wolę chyba być z Bogiem
Czemu na mnie uparłeś tak się
Nie wymiękaj dziecino
Jesteś moją ptaszyną
Będę z tobą na dobre i złe

Jestem najlepszym kumplem
Posmutniałeś okrutnie
Ja zachcianki potrzeby twe znam
Powiedz czy chcesz do baru
Czy do konfesjonału
Jeśli trzeba zaprowadzę cię tam

Chodźmy razem więc w drogę
Będziesz mówił o Bogu
Ja ci zrobię fantastyczny PR
Kiedy trzeba się schowam
Kiedy trzeba zachowam
Jestem Lucyfer a ty będziesz big star

Kiedy trzeba się schowam
Kiedy trzeba zachowam
Jestem Lucy a ty będziesz big star

(tekst: Muniek Staszczyk)


sobota, 5 listopada 2016

Nowa Instrukcja Kongregacji Nauki Wiary dotycząca pochówku ciał zmarłych oraz przechowywania prochów w przypadku kremacji


Trumna z ciałem św. Jana Pawła II
Dobrze, że pojawił się ten dokument. Przypomina istotę chrześcijańskiego pogrzebu, zamyka również drogę różnym nadużyciom, o których coraz częściej się słyszało przy okazji kremacji (np w Szwajcarii można zamówić sobie biżuterię, która składa się ze skremowanych szczątków Zmarłych). 

Piękny jest ten moment, który mówi o Zmarłym chrześcijaninie jako o "dziecku łaski:

Kościół, który jak Matka towarzyszył chrześcijaninowi podczas jego ziemskiej pielgrzymki, ofiaruje Ojcu, w Chrystusie, dziecko Jego łaski i powierza ziemi jego śmiertelne szczątki w nadziei, że zmartwychwstanie w chwale
Liturgia pogrzebowa może stać się bardzo dobrym momentem ewangelizacyjnym. Nie tylko z powodu doświadczenia śmierci kogoś bliskiego, obecnego przy tym smutku czy refleksji nad własnym końcem. To jest ważne, ale doświadczenie to musi być wsparte pięknem liturgii pogrzebowej, która ukazuje nadzieję zmartwychwstania oraz otacza szacunkiem doczesne szczątki osoby zmarłej. Piękność śpiewu oraz znaków liturgicznych, homilia, okadzenie i pokropienie trumny - wszystko to może pomóc obecnym w przylgnięciu do Chrystusa, dawcy życia.

Przytaczam tekst Instrukcji

Instrukcja Ad resurgendum cum Christodotycząca pochówku ciał zmarłych
oraz przechowywania prochów w przypadku kremacji

1. Aby zmartwychwstać z Chrystusem, należy umrzeć z Chrystusem, należy “opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana” (2 Kor 5,8). W instrukcji Piam et constantem z dnia 5 lipca 1963 roku, ówczesne Święte Oficjum ustanowiło, by “wiernie dochowywać zwyczaju grzebania ciał wiernych zmarłych”, dodając jednak, że kremacja nie jest “sama w sobie sprzeczna z religią chrześcijańską” i aby nie odmawiano już sakramentów i uroczystości pogrzebowych tym, którzy poprosili o kremację po śmierci, pod warunkiem, że wybór ten nie był podyktowany wolą “odrzucenia chrześcijańskich dogmatów, albo w duchu sekciarskim, albo też pod wpływem nienawiści wobec religii katolickiej i Kościoła”.1 Owa zmiana dyscypliny kościelnej została później wprowadzona do Kodeksu Prawa Kanonicznego (1983) oraz do Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich (1990).

Tymczasem praktyka kremacji rozpowszechniła się znacząco w dużej liczbie krajów, ale jednocześnie rozpowszechniły się także nowe idee, sprzeczne z wiarą Kościoła. Po dokładnym wysłuchaniu Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych oraz licznych Konferencji Episkopatów i Synodów Biskupich Kościołów Wschodnich, Kongregacja Nauki Wiary uznała za właściwe opublikować nową Instrukcję, w celu potwierdzenia przyczyn doktrynalnych i duszpasterskich, dla których preferuje się pochówek ciał, oraz wydać normy dotyczące przechowywania prochów w przypadku kremacji.


2. Zmartwychwstanie Jezusa jest kulminacyjną prawdą wiary chrześcijańskiej, głoszoną jako zasadnicza część Tajemnicy Paschalnej od samych początków chrześcijaństwa: “Przekazałem wam to, co przejąłem: że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (1 Kor 15,3-5).

Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, Chrystus uwolnił nas od grzechu i dał nam dostęp do nowego życia: “Jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca, także i my możemy wkroczyć w nowe życie” (Rz 6,4). Ponadto, Chrystus zmartwychwstały jest początkiem i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania: “Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli...; i jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15,20–22).

Jeśli prawdą jest, że Chrystus wskrzesi nas “w dniu ostatecznym”, jest również prawdą, pod pewnym względem, że już zmartwychwstaliśmy z Chrystusem. Przez chrzest bowiem jesteśmy zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i sakramentalnie do Niego upodobnieni: “jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił” (Kol 2,12). Zjednoczeni z Chrystusem przez chrzest, już teraz uczestniczymy w sposób rzeczywisty w życiu Chrystusa zmartwychwstałego (por. Ef 2,6).

Dzięki Chrystusowi w chrześcijaństwie śmierć ma znaczenie pozytywne. Kościół w liturgii modli się: “Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.2 Z chwilą śmierci dusza zostaje oddzielona od ciała, ale w zmartwychwstaniu Bóg przywróci niezniszczalne życie naszemu przekształconemu ciału, jednocząc je ponownie z naszą duszą. Również w naszych czasach Kościół wezwany jest do głoszenia wiary w zmartwychwstanie: “Zmartwychwstanie zmarłych jest wiarą chrześcijan: wierząc w nie nimi jesteśmy”.3


3. Idąc za starodawną tradycją chrześcijańską, Kościół usilnie zaleca, by ciała zmarłych chowane były na cmentarzu lub w miejscu świętym.4

We wspomnieniu śmierci, pogrzebania i zmartwychwstania Pana, tajemnicy w świetle której objawia się chrześcijański sens śmierci,5 pochówek jest przede wszystkim najbardziej odpowiednią formą wyrażenia wiary i nadziei w zmartwychwstanie ciała.6

Kościół, który jak Matka towarzyszył chrześcijaninowi podczas jego ziemskiej pielgrzymki, ofiaruje Ojcu, w Chrystusie, dziecko Jego łaski i powierza ziemi jego śmiertelne szczątki w nadziei, że zmartwychwstanie w chwale.7

Grzebiąc ciała wiernych zmarłych, Kościół potwierdza wiarę w zmartwychwstanie ciała8 i zamierza uwydatnić wysoką godność ludzkiego ciała, jako nierozłącznej części osoby, której historię to ciało współdzieli.9 Nie może zatem pozwolić na postawy i obrzędy, które uwzględniają błędne pojęcie śmierci, postrzeganej zarówno jako ostateczne unicestwienie osoby, jak i chwilę jej fuzji z matką naturą lub ze wszechświatem, jako etap w procesie reinkarnacji, lub też jako ostateczne wyzwolenie z ”więzienia” ciała.

Ponadto pochówek na cmentarzach lub w innych miejscach świętych właściwie odpowiada współczuciu i szacunkowi, jakie należą się ciałom zmarłych wiernych, które przez chrzest stały się świątynią Ducha Świętego i którymi, “jak narzędziami i naczyniami, w sposób święty posłużył się Duch Święty, aby dokonać wielu dobrych dzieł”.10

Sprawiedliwy Tobiasz wychwalany jest za zasługi zdobyte wobec Boga przez to, że grzebał zmarłych,11 a Kościół uważa pochówek zmarłych za dzieło miłosierdzia wobec ciała.12

Na koniec wreszcie pochówek ciał wiernych zmarłych na cmentarzach lub w innych miejscach świętych sprzyja pamięci i modlitwie za zmarłych ze strony rodziny i całej wspólnoty chrześcijańskiej, jak też czczenia męczenników i świętych.

Przez pochówek ciał na cmentarzach, w kościołach czy na terenach do tego przystosowanych, tradycja chrześcijańska strzegła wspólnoty między żywymi i umarłymi, i przeciwstawiała się tendencji ukrywania lub prywatyzowania wydarzenia śmierci oraz znaczenia, jakie ma ona dla chrześcijan.


4. Tam, gdzie przyczyny typu higienicznego, ekonomicznego lub społecznego prowadzą do wyboru kremacji - wyboru, który nie może być sprzeczny z jasno wyrażoną wolą zmarłego, lub z jego wolą niebezpodstawnie domniemaną - Kościół nie dostrzega przyczyn doktrynalnych, by zakazać takiej praktyki, jako że kremacja zwłok nie dotyka duszy i nie uniemożliwia boskiej wszechmocy wskrzeszenia ciała, a więc nie zawiera obiektywnego zaprzeczenia doktryny chrześcijańskiej na temat nieśmiertelności duszy i zmartwychwstania ciała.13

Kościół nadal preferuje pochówek ciał, jako że w ten sposób okazuje się większy szacunek zmarłym; kremacja jednak nie jest zakazana, “chyba że została wybrana z powodów sprzecznych z nauką chrześcijańską”.14

W przypadku braku motywacji sprzecznych z doktryną chrześcijańską, Kościół, po odprawieniu uroczystości pogrzebowych, towarzyszy w kremacji przez właściwe wskazówki liturgiczne i duszpasterskie, dokładając szczególnej troski, by unikać wszelkiego rodzaju skandalu czy obojętności religijnej.


5. Kiedy z uzasadnionych przyczyn dokonuje się wyboru kremacji zwłok, prochy zmarłego muszą być przechowywane z zasady w miejscu świętym, czyli na cmentarzu, lub jeśli trzeba w kościele albo na terenie przeznaczonym na ten cel przez odpowiednie władze kościelne.

Od samego początku chrześcijanie pragnęli, by ich zmarli byli obiektem modlitw i wspomnień wspólnoty chrześcijańskiej. Ich groby stawały się miejscami modlitwy, pamięci i zadumy. Zmarli wierni są częścią Kościoła, który wierzy we wspólnotę “tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba; wszyscy łączą się w jeden Kościół”.15

Przechowywanie prochów w miejscu świętym może przyczynić się do zmniejszenia ryzyka odsunięcia zmarłych od modlitwy i pamięci krewnych i wspólnoty chrześcijańskiej. W ten sposób ponadto unika się możliwych sytuacji zapomnienia czy braku szacunku, jakie mogą mieć miejsce przede wszystkim po przeminięciu pierwszego pokolenia, jak również nieodpowiednich czy przesądnych praktyk.


6. Z wyżej wymienionych powodów przechowywanie prochów w miejscu zamieszkania nie jest dozwolone. Jedynie w przypadku ważnych i wyjątkowych okoliczności, zależnych od uwarunkowań kulturalnych o charakterze lokalnym, Ordynariusz, w porozumieniu z Konferencją Episkopatu lub Synodem Biskupów Kościołów Wschodnich, może udzielić zezwolenia na przechowywanie prochów w miejscu zamieszkania. Prochy jednak nie mogą być rozdzielane między poszczególne ogniska rodzinne i zawsze należy zapewniać im szacunek oraz odpowiednie warunki przechowywania.


7. Aby uniknąć wszelkiego rodzaju dwuznaczności o charakterze panteistycznym, naturalistycznym czy nihilistycznym, nie należy zezwalać na rozrzucanie prochów w powietrzu, na ziemi lub w wodzie albo w inny sposób, ani też przerabianie kremowanych prochów na pamiątki, biżuterię czy inne przedmioty, pamiętając, że w stosunku do tego typu postępowania nie można brać pod uwagę przyczyn higienicznych, społecznych czy ekonomicznych, które mogą prowadzić do wyboru kremacji.


8. W przypadku gdy zmarły notorycznie żądał kremacji i rozrzucenia własnych prochów w naturze z powodów sprzecznych z wiarą chrześcijańską, należy, zgodnie z prawem, odmówić przeprowadzenia uroczystości pogrzebowych.16


W czasie audiencji udzielonej w dniu 18 marca 2016 roku niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi, Ojciec Święty Franciszek zatwierdził niniejszą Instrukcję, przyjętą podczas Sesji Zwyczajnej w tej Kongregacji w dniu 2 marca 2016 roku, i polecił ją opublikować.


Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 15 sierpnia 2016 roku, w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Gerhard Kard. Müller
Prefekt
Luis F. Ladaria, S.I.
Arcybiskup tytularny Thibica
Sekretarz


____________________
1. AAS 56 (1964), 822-823.
2. Mszał Rzymski, Prefacja o zmarłych, I.
3. Tertulian, De resurrectione carnis, 1,1: CCL 2, 921.
4. Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1176, § 3; kan. 1205; CCEO, kan. 876, § 3; kan. 868.
5. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1681.
6. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2300.
7. Por. 1 Kor 15,42-44; Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1683.
8. Por. Święty Augustyn, De cura pro mortuis gerenda, 3, 5: CSEL 41, 628.
9. Por. Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes, nr 14.
10. Por. Święty Augustyn, De cura pro mortuis gerenda, 3, 5: CSEL 41, 627.
11. Por. Tb 2, 9; 12, 12.
12. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2300.
13. Por. Najwyższa Święta Kongregacja Świętego Oficjum, Instrukcja Piam et constantem, 5 lipca 1963: AAS 56 (1964), 822.
14. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1176, § 3; por. Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich, kan. 876, § 3.
15. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 962.
16. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1184; Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich, kan. 876, § 3.

Tekst za: https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2016/10/25/0761/01683.html#POL

niedziela, 30 października 2016

Dlaczego obumiera wiara - intuicje sprzed ponad 35 lat

Luźne tłumaczenie fragmentów artykułu zamieszczonego w włoskiej edycji "Communio" z roku 1980.

"Wykrwawianie się wiary zaczyna się zawsze wtedy, gdy (z dowolnego powodu, czy to z racji upadku kulturowego, czy brakującego doświadczenia) kategoria daru (Chrystus, Duch, Kościół), jako obiektywnie obecnego i dominującego, zostaje zastąpiona jakąkolwiek inną kategorią subiektywną. Zastąpieniem najłatwiejszym, pozornie bezbolesnym (ponieważ nie jest ono poprzedzone żadnym ostrzeżeniem) jest to, które postrzega Chrystusa nie jako "dar", który otrzymujemy, lecz jako "przykład", który musimy naśladować. Jest to dewiacja pelagiańska, obecna zawsze jak zasadzka w życiu człowieka. Wymiana pomiędzy "Chrystusem - darem" a "Chrystusem - przykładem" pozwala na to, że człowiek kontynuuje szukać siebie samego, pragnie osiągnąć własną sprawiedliwość poprzez swoje czyny. Ten, kto czci "Chrystusa - dar" jest w stanie zaakceptować Kościół jako obiektywny depozyt daru, niezależnie i pomimo "złych przykładów" tych, którzy żyją w Kościele. Dla tego zaś, który w Chrystusie nie widzi nic więcej, aniżeli "przykład", Kościół, pełny złych przykładów, staje się podstawową obiekcją przeciwko Chrystusowi. Chrystus zredukowany jedynie do modelu i świadectwa moralnego prowokuje skandal chrześcijan samymi sobą, ponieważ nie wiedzą już co ich odróżnia od innych, którzy oferują taki sam, lub nawet lepszy "przykład", bez bycia chrześcijanami.
W ten sposób życie chrześcijańskie na początku zaczyna być dumnym moralizmem a następnie konsekwentnym laksyzmem z powodu pułapki w jaką się popadło. Taki brak koherencji moralnej zamyka i definiuje stopniową utratę wiary, która wydaje się być nieużyteczna do osiągnięcia ideału moralnego. W tym momencie obiektywne pomoce, jak wezwanie do miłosierdzia, które spoczywa w sakramencie, stają się bez znaczenia".

2. "Ten, kto do tej pory nie ma wiary, z trudnością odkryje w chrześcijaństwie młodzieńczy (w sensie żywotny) ruch, pewną obietnicę na lepsze jutro".

L’evangelizzazione cristiana e le nuove religioni. Una riflessione della redazione di Communio, in “Communio” 52 (1980), 51-62.

niedziela, 2 października 2016

Batalia o życie

Nasilająca się ostatnio debata społeczna dotycząca ochrony życia ludzkiego spowodowała, że w przestrzeni internetowej zderzają się ze sobą argumenty, wyzwalają się emocje, a również - ujawniają się zamysły serc.

Oczywiście, w wielu przypadkach dyskusja się zamyka w momencie, w którym strony wyjaśniają ich koncepcję początku życia ludzkiego. Jeśli dla kogoś poczęte życie jest jedynie "zlepkiem komórek" czy "zawartością brzucha", to niestety, rzeczowa wymiana zdań wydaje się niemożliwa i każdy pozostaje na swoich pozycjach. Może jedynie pomóc argument, że każdy z nas był przecież kiedyś takim "zlepkiem" i taką "zawartością" i nasze mamy umożliwiły nam ujrzenie tego świata na zewnątrz.

Przypomina mi się zasłyszana sytuacja związana z Profesorem Włodzimierzem Fijałkowskim, położnikiem i ginekologiem, byłym więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (a więc świadkiem deptania godności ludzkiego życia). Jego postawie i działalności zawdzięcza życie wiele dzieci (Pan Profesor gościł w naszym Seminarium w Tuchowie w roku 2001, na dwa lata przed śmiercią. Dzielił się z nami swoją historią, tą wojenną, jak również działalnością w zakresie obrony życia poczętego). Otóż w pewnym domu młoda dziewczyna ukończyła 18 rok życia. W przypływie wdzięczności kupiła bukiet kwiatów, aby wręczyć go swojej mamie. I w tym momencie owa mama poprzez łzy miała powiedzieć do córki: "zanieś te kwiaty profesorowi Fijałkowskiemu". Tylko tyle i aż tyle. Bóg jeden wie jaka historia rozegrała się pomiędzy tą mamą a profesorem 18 lat wcześniej. Ale owoc był jeden, najistotniejszy: donoszona ciąża i życie córki, która zjawiła się u progu swej pełnoletniości z bukietem kwiatów.

Smutek ogarnia, kiedy do batalii przeciwko poczętemu życiu dołączają się katolicy. Osoba wierząca rozumie, że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia, a więc od tej chwili podlega ochronie tak samo, jak każda inna osoba. Nie potrafię zrozumieć tego zaciemnienia umysłów. W pewnym sensie jest to również "kamyczek do ogródka Kościoła". Można by zapytać językiem neokatechumenalnym: "kto Cię katechizował?!". W jaki sposób ktoś otrzymał sakramenty Kościoła bez rozeznania jego ducha, jego motywacji i przekonań. Bycie chrześcijaninem to nie jest przynależność do jakiejś organizacji dobroczynnej, lecz świadczenie o Jezusie Chrystusie, "Miłośniku życia". Kwestia ochrony życia poczętego nie należy do dziedziny dowolności, różnicy poglądów politycznych, do których przecież wszyscy mamy prawo (i dobrze wiemy, że w Kościele swoje miejsce znajdują zwolennicy różnych partii - i tak jest dobrze!). W momencie, gdy na szali jest ludzkie życie, to ten, kto postrzega siebie za chrześcijanina i w kim działa Duch Święty, ma jasność umysłu i sumienia. Zawsze będzie bronił życia od jego zarania. Czy będę się utożsamiał z linią tej czy innej partii, jeśli w grę wchodzi życie ludzie, to ta partyjność idzie w odstawkę. 

Pani dr Joanna Banasiuk z "Ordo Iuris" (instytucja, która jest wnioskodawcą - a nie kler czy PiS - projektu ws. ochrony życia poczętego) w merytoryczny sposób wyraziła argumenty przemawiające za pełną ochroną dziecka poczętego. Chciałbym przytoczyć kilka elementów tej wypowiedzi.

Po pierwsze to, że poczęte życie jest postrzegane jako DZIECKO, a więc osoba i jako takiej przynależy się troska Państwa: "Ochrona dzieci w prenatalnym okresie ich rozwoju". Okres prenatalny jest więc jednym z okresów życia dziecka, tak samo pełnoprawnym jak czas po narodzeniu. 

Drugi argument jest bardzo wymowny. Jeśli mamy do czynienia z osobą ludzką, to jak się ma aborcja do zrozumiałego  domagania się zniesienia kary śmierci? J. Banasiuk: "W czasie, gdy powszechnie odstępuje się od wymierzania kary śmierci za nawet najcięższe przestępstwa, na świecie miliony niewinnych dzieci jest zabijanych w majestacie prawa". Gdzie się podziali rzecznicy praw obywatelskich? Gdzie są obrońcy zwierząt, którzy (słusznie) pochylają się nad ich cierpieniem, ale nabierają wody w usta, gdy chodzi o poczęte życie. Tak samo ekolodzy, którzy potrafią organizować wielkie akcje społeczne, przykuwać się łańcuchami do drzew, blokować budowę dróg, a wobec ARCY-ANTY-EKOLOGICZNEGO aktu aborcji milczą!

Dziecku poczętemu nadaje się status obywatela, a więc i pacjenta: "[...] projekt potwierdza, że dziecku, które jeszcze przed urodzeniem jest adresatem opieki medycznej, przysługują prawa pacjenta, w tym realizowane w jego imieniu przez rodziców prawo do informacji". Poczęta osoba zostaje wydobyta z nieokreślonego statusu "czegoś" i otrzymuje godność "kogoś". Otrzymuje jedynie w znaczeniu językowym, ponieważ ontologicznie nigdy nie była jego pozbawiona. Stąd też akty aborcji, w ujęciu chrześcijańskim, są zawsze atakiem na ludzkie życie, na osobę z pełnią praw obywatelskich do ochrony, szacunku i pokojowej egzystencji.

Stąd też bierze swój początek ewentualne sankcjonowanie aktów aborcji. Kara nie jest spowodowana tym, że łamane są prawa kobiety ale dlatego, że łamane są prawa małej osoby ludzkiej, której się pozbawia szansy na życie. Zabójstwo jest zabójstwem, niezależnie czy czyn ten wymierzony jest w osobę dorosłą, małoletnią osobę czy poczęte dziecko. Dlatego też: "[...] projekt przywraca prawnokarną ochronę życia dziecka poczętego, w miejsce dotychczasowej ochrony bezosobowego „stanu ciąży”. Tym samym każdy zamach na życie dziecka poczętego, podobnie jak każdy zamach na życie człowieka w późniejszym okresie rozwoju, winien pociągać za sobą karną reakcję państwa".

Nie będą to spokojne dni. Każdy kryzys ma też tę funkcję, że ujawniają się zamysły serc. Wiele osób stanie w prawdzie przed sobą i przed innymi. Wobec niezmienności nauczania Kościoła w kwestii ochrony życia poczętego nie należy jednak odtrącać tych, którzy myślą inaczej. Ideałem byłoby spotykanie się razem na modlitwie i dyskusji, klękać razem przed Chrystusem i czerpiąc z Jego Ducha szukać dialogu. Kto, jak nie On zna lepiej cenę życia i śmierci. Tak, tej krzyżowej przede wszystkim, ale również jest Tym, który ocalał spod miecza siepaczy podczas rzezi niewiniątek w Betlejem. Jedynie On może nam przemówić do serca. 

O. Sylwester Pactwa CSsR

Cytaty za: Sejmowe przemówienie dr Joanny Banasiuk z 22 września 2016 r. prezentujące projekt ustawy „Stop aborcji”.
http://www.naszdziennik.pl/mysl/167187,kompromis-zabija.html

wtorek, 26 lipca 2016

Nocne myśli

Nie mogąc zasnąć zmówiłem kolejny pacierz. Myśli kotłują się w głowie: tej nocy, w tej chwili, co się dokonuje? Są pewnie myśli płynące do Boga, może ciche łkania, są miłosne wyznania i ciemne interesy.

I gdzieś na dnie serca przeraża prawdopodobieństwo, że w jakiejś szalonej głowie może dojrzewać decyzja by zabić, by znów uderzyć i przerazić. Tak wiele niewinnych ofiar, których istnienia zostały nagle przerwane. I byli wśród nich zapewne wierzący jak i nie, zginęli również muzułmanie. Podnoszą się dyskusje na temat Europy i Polski. Wiele niedomówień, a te rodzą nieporozumienia.

Chrześcijanin pyta się w sercu o to, w jaki sposób z jednej strony realizować ducha gościnności i pomocy, a z drugiej jak dbać o własny dom i bezpieczeństwo tych, których powierzono jego pieczy. Ziemia, dziedzictwo, ojcowizna, tradycja - wszystko to, co Boża opatrzność dała nam, jako Polakom przed wiekami, co stanowi o naszej tożsamości i sile. Łatwo w takiej sytuacji, gdy emocje również odgrywają rolę, popadać w skrajności: z jednej strony wrogie wobec obcych getto, a z drugiej w naiwną lewicową ideologię wielokulturowych społeczeństw, która ostatnio w sposób tragiczny weryfikuje swą słabość i nieodpowiedzialność jej heroldów.

Jedna rzecz na pewno "powiodła" się terrorystom: wzbudzili niepokój i strach. Ludzie stali się nieufni, patrzą jeden na drugiego z rezerwą i podejrzliwością.

Są takie momenty, kedy trzeba przyznać swoją bezradność: nie wiem jak potoczy się historia najbliższych miesięcy. Czy kolejne zamachy są kwestią czasu? A może Europa będzie musiała ze wstydem pożegnać się z polityczną poprawnością i w pokorze powrocić do swych korzeni, jak choćby do wielkiej Francji "Córy Kościoła". Może ten kryzys posłuży jakiemuś odrodzeniu? Czy i tym razem Polska odegra jakąś szczególną rolę?

środa, 11 listopada 2015

Kilka myśli na XXXIII Niedzielę Zwykłą

XXXIII niedziela zwykła, to przedostatnia niedziela roku liturgicznego. W czytaniach mszalnych w tych dniach daje się odczuć pewne napięcie, oczekiwanie. Stopniowo wyłania się z nich prawda o przewidzianym przez Boga ostatecznym losie świata i człowieka. Schyłek roku liturgicznego ma nam przypominać o naszym powołaniu do wieczności, o przemijalności i kruchości świata oraz naszych małych „światów”.

Dzisiejsze czytania, zarówno z Księgi Daniela, jak i z Ewangelii wg św. Marka kreśląc apokaliptyczne wizje pewnego końca, chcą nam powiedzieć, że istnieje kres wyznaczony przez Bożą opatrzność. Dzieje świata, tak bardzo zagmatwane i tragiczne, są – mimo naszych częstych wątpliwości – prowadzone przez Boga ku ostatecznemu celowi, ku pojawieniu się Jego królestwa.

Pierwsze czytanie dodaje nam odwagi – co jest zwłaszcza ważne w tym listopadowym okresie refleksji nad życiem i śmiercią, wspomnień naszych bliskich, którzy przekroczyli już próg wieczności – że zmartwychwstaniemy, że dobry Bóg po naszej śmierci pewnego dnia ponownie wypowie nad nami nasze imię, które jest przecież zapisane w księdze życia. Zawarta w tym czytaniu przestroga o możliwości wiecznego potępienia nie ma na celu straszenia nas, wpędzania w poczucie lęku i winy. 

Dojrzałość chrześcijańska przejawia się w świadomości, że będę musiał odpowiedzieć za moje czyny popełnione podczas życia. Czyny dobre będą wynagrodzone, za czyny złe, za grzechy i nieprawości muszę pokutować – czy to już tu na ziemi, czy też kiedyś, przed Bożym majestatem. Zawsze wraca do mnie wówczas ten obraz z katechez Izraela, że oto na sądzie ostatecznym anioł Boży ukaże mi ampułkę ze łzami osób, które przeze mnie płakały, którym zadałem ból i cierpienie. Nie możemy nigdy tracić z oczu tej perspektywy wieczności.

Ale to słowo, oprócz wymiaru pewnej przestrogi, jest również zachętą do świętego życia, opartego o sprawiedliwość i miłość, o przeżywanie swojej codzienności w pokorze i prostocie, w służbie Bogu i bliźnim, w uwielbieniu Boga za najprostsze przejawy Jego obecności. Żyjąc w ten sposób, nie będziemy lękali się przyszłości, będziemy szli ku wieczności z odwagą, jak po obiecaną nagrodę, jak na spotkanie z najukochańszą osobą – bo tak też w istocie będzie: w miłości Boga spełniają się i otrzymują doskonały wymiar wszystkie nasze ziemskie miłości, nasze ludzkie relacje przyjaźni, kochania, współczucia – oczyszczone i udoskonalone, wierzymy, że będą nam towarzyszyć. Zapowiedź sprawiedliwego sądu to również nadzieja na to, że Bóg ujmie się za wszystkimi, którzy niesprawiedliwie cierpią. Czasem, gdy bezradnie rozkładamy ręce, gdy oczy zroszone są łzami, gdy w gniewie zaciska się nasza pięść, bo tak reagujemy, to właśnie pamięć o Bożej sprawiedliwości, o tym, że jest kres zła wyznaczony przez Boga i również Jemu znany jest kres złoczyńców, przynosi nam ulgę i nadzieję.

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachęca nas do czujności, do umiejętnego odczytywania znaków Jego nadejścia. Ale bądźmy ostrożni i nie popadajmy w naiwne profetyzmy. Z jednej strony Pan Jezus mówi, że tak jak obserwujemy świat stworzeń, przyrody (drzewo figowe) i na tej podstawie wyciągamy wnioski o czasie plonu, zbioru owoców, zmianie pory roku, to podobnie mamy obserwować wydarzenia, jakie dokonują się na świecie. Chrześcijanin, który opiera swoje życie na Bogu, znajduje siłę w intymnej relacji z Bogiem na modlitwie, w słuchaniu jego Słowa, w karmieniu się Najświętszą Eucharystią, będzie umiał rozeznać prawdziwe nadejście Pana. Będzie potrafił odrzucić fałszywe proroctwa, mające czasem pozory prawdy, i skupić się na tym jedynym przyjściu, na które przecież z utęsknieniem czeka. A z drugiej strony sam Chrystus zapewnia, że ten moment pozostanie na zawsze tajemnicą.

Wspaniałym utwierdzeniem nas w tej drodze jest również Psalm 16, który nazywamy mesjańskim, gdyż jego słowa odnoszą się do Chrystusa i w Nim znajdują swoje wypełnienie. To tych słów używa św. Piotr w swojej przemowie po zesłaniu Ducha Świętego: oto w Chrystusie spełnia się obietnica, że Sprawiedliwy nie pozostał w grobie, powstał z martwych. Z tego faktu wypływa dla nas nadzieja, że jest przygotowane każdemu z nas wieczne szczęście po Bożej prawicy, że pokornie ufając Bogu i opierając się o Niego, On sam będzie nas strzegł i nieustannie ukazywał nam ścieżkę życia pośród tylu innych, prowadzących ku śmierci.